Produkt ten kupiłam w Sephorze już jakiś czas temu. Kilka razy żałowałam, że firma Smashbox nie ma nic w ofercie dla cery trądzikowej, bo ich kosmetyki, choć drogie, są bardzo dobrze oceniane i doceniane przez największych makijażystów na świecie. Jak zobaczyłam nowość na półce sklepowej, czyli Bazę korygującą Photo Finish More Than Primer Blemish Control firmy Smashbox, nie mogłam się oprzeć, a teraz opiszę Wam moje wrażenia.
Baza Smashbox dla cery trądzikowej – małe cudo i pełna analiza składu

- Baza ma delikatną (nieco żelową) konsystencję- świetnie się rozprowadza i natychmiast stapia ze skórą.
- Bardzo dobrze utrzymuje makijaż nawet na skórze dość tłustej.
- Dla mnie jest jedyną bazą, po której nic mi nie wyskakuje na twarzy, a nawet leczy (lub bardziej zasusza) rzeczy, które są potencjalnie niebezpieczne:) Chodzi dokładnie o to, że jest to jedyny produkt, po którym nie czuję, że coś nieciekawego dzieje się na mojej skórze, np. w pracy, na imprezie. A w przypadku cery trądzikowej jest to dość duży komfort.
- Świetnie stapia się z makijażem. Na twarzy w ogóle jej nie czuć.
- Zdecydowanie cena. 150 zł za 30 ml. Jednak warto kupić w promocji.

Nie mogę określić, czy baza wpływa jakoś na moją cerę na dłuższą metę. Jednak moim zdaniem bazy mają za zadanie poprawiać wygląd w danej sytuacji, a nie leczyć. Dla mnie w tej chwili jest to nr 1 przed wieczornymi wyjściami lub stresującymi dniami w pracy.
Główny składnik aktywny:
Składniki nieaktywne:
Wateraquaeau – woda – baza wielu kosmetyków.
squalane – skwalen jest naturalnym składnikiem ludzkiego sebum, które jest ochronną warstwą tłuszczową naszej skóry. Jest bardzo lekkim olejem, który bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia uczucia tłustości, tylko nawilżenie i wygładzenie. Najważniejszym jego zadaniem jest jednak uzupełnianie braków w warstwie lipidowej naskórka. Dlatego ważne dla mnie jest, że składnik ten znalazł się zaraz po wodzie w składzie kosmetycznym bazy.
dimethicone – truuudna nazwa systematyczna, ale jest to olej silikonowy – związek krzemu, który tworzy na powierzchni skóry film, dzięki któremu woda nie ucieka tak łatwo z naszej skóry. Dodatkowo ułatwia rozprowadzanie kosmetyku na skórze i daje efekt wygładzenia. Związek ten nie wnika w skórę, ponieważ ma bardzo duże cząsteczki, które nie przecisną się:) Chociaż z tego, co czytałam wiele osób uskarża się, że powoduje on wypryski właśnie przez tworzenie filmu na powierzchni. Używałam, tak nie było i to moje zdanie. A ponadto jeden z częściej stosowanych kremów – Cetaphil Dermoprotektor także zawiera go w swoim składzie:)
glycerin – gliceryna – nawilżanie, wiadomo, dodatkowo w połączeniu z dimethicone stanowi idealne środowisko, które zapobiega odparowywaniu wody ze skóry.
silica – krzemionka – ma wiele zastosowań, ale głównie stabilizuje cały kosmetyk, żeby się nie rozwarstwiał, a dodatkowo w kosmetykach do cery tłustej jest składnikiem matującym.
cetearyl alcohol – alkohol cetylostearylowy – nie ma typowych właściwości pielęgnujących – nadaje skórze miękkość, elastyczność i gładkość.
polyacrylamide – poliakrylamid – stabilizator, na temat jego stosowania krążą już legendy. Jest składnikiem bezpiecznym, chociaż są też głosy, że stosowany przez baaardzo długi czas może mieć szkodliwe działanie. Ale postaram się jeszcze zgłębić moją wiedzę na ten temat.
tocopheryl acetate – octan tokoferylu – witamina E w innej formie, dzięki temu witamina E jest mniej „tłusta”, a działanie tylko dobroczynne – hamuje procesy starzenia skóry
wywołane promieniowaniem UV, a nawet dymem papierosowym. Neutralizuje wolne rodniki, które mają zgubny wpływ na kondycję skóry.
aloe barbadensis leaf extract – sok z liści aloesu – na ten temat mogłaby się wypowiedzieć moja babcia:) Aloes od zarania dziejów był stosowany jako roślina lecznicza. Ma działanie kojące antybakteryjne i nawilżające oraz wygładzające. Cud, miód i orzeszki:) Żałuję, że wbrew pozorom łatwości dostępności nie jest stosowany w wielu kosmetykach, jednak tu się znalazł:)
cinnamomum zeylanicum bark extract – ekstrakt z kory cynamonowca – ekstrakt naturalny, który ma właściwości przeciwbakteryjne i ściągające rozszerzone pory, stosowany często w kremach do cery trądzikowej. Znajduje się m.in. w gamie produktów L’biotica.
honey extractmelextrait de miel – ekstrakt z miodu – kolejny składnik naturalny. Ma on właściwości rozjaśniające i wygładzające, łagodzi podrażnienia i działa regenerująco na skórę. Właśnie dlatego sprawdza się w zimie na spierzchniętą skórę warg – pod warunkiem, że miód jest naturalny, a nie sztuczny.
panthenol – pantenol – działa przeciwzapalnie, wspomaga regenerację naskórka oraz dodatkowo powoduje, że kosmetyk nie krystalizuje po wydostaniu się z butelki.
sarcosine – sarkozyna – jest to białko, które redukuje wydzielanie łoju, składnik wielu kosmetyków matujących.
C13-14 isoparaffin – mieszanina parafin – parafiny mają właściwości nawilżające, ale budzą też wiele kontrowersji. Moim zdaniem parafiny, oczywiście tylko te porządnie oczyszczone, nie szkodzą naszej skórze – nie dajmy się zwariować. A wydaje mi się, że firma taka jak Smashbox, nie będzie używała byle jakich składników.
coco-glucoside – poliglukozyd kwasów oleju kokosowego – substancja, która łagodzi ewentualne i drażniące skutki anionowych substancji myjących, ale akurat w opisywanej bazie pełni funkcję składnika, dzięki któremu cieszymy się piękną i jednorodną emulsją po wyciśnięciu z opakowania.
capryloyl glycine – trrrudna nazwa, ester kwasu kaprylowego i glicyny, substancja stosowana głównie w preparatach, które mają przeznaczenie jak opisywana baza – do cery trądzikowej, ponieważ reguluje wydzielanie łoju, niszczy bakterie oraz chroni skórę przed utratą wody.
sodium hydroxide – wodorotlenek sodu – spokojnie, nie wyżre wam skóry:) jest tutaj tylko, by regulować pH kosmetyku. Poza tym nic ciekawego.
xanthan gum – guma ksantanowa – dzięki temu składnikowi kosmetyk jest trochę bardziej gęsty, nie ma bezpośredniego wpływu na skórę.
laureth-7 – pełnej nazwy nie każcie mi pisać… no dobra : Oksyetylenowany 7 molami tlenku etylenu alkohol laurylowy, długa nazwa a działanie takie samo jak gumy ksantanowej.
allyl methacrylates crosspolymer – to samo działanie jak wyżej, pełnej nazwy nie będę pisała, już jedna długa była szokiem:)
butylene glycol – glikol butylenowy – wpływa na możliwość głębszego przenikania innych substancji przez skórę, ponadto zapobiega krystalizacji kosmetyku po wyjściu z opakowania.
disodium edta – kolejna długa nazwa, więc dla wygody będę się posługiwała po prostu nazwą INCI, która jest na opakowaniach:) Związek ten pełni funkcję stabilizatora – zapobiega m.in. zmianie barwy i zapachu kosmetyku. Jest to też składnik dość kontrowersyjny, ale od lat używany w kosmetyce. Dlaczego kontrowersyjny? Kiedyś uważano go za składnik, który w nadmiernej ilości może wywoływać raka. Ale do tej pory jakoś nie ma ku temu dowodów.
phenoxyethanol – fenoksyetanol – substancja konserwująca. Uniemożliwia rozwój bakterii i mikroorganizmów w kosmetyku.
Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was, ale odkąd studiuję chemię i technologię kosmetyków to lubię wiedzieć, co w nich „piszczy”. A bazę polecam, m.in. z tego względu, że nie znalazłam bazy idealnie dopasowanej do potrzeb skóry trądzikowej, które by mojej skóry nie obciążały.
Zdaję sobie sprawę, że cena 150 zł za 30 ml to nie jest mało, ale często w Sephorze są promocje, więc warto na bazę wtedy zapolować:)
Moja ocena:
Pozdrawiam




